×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
Drukuj
Kategoria: Historia gospodarcza świata

 Skoro przez 33 lata Polacy nie wyciągnęli żadnych wniosków z wydarzeń stanu wojennego, to już to zapewne już nigdy to nie nastąpi. Stan wojenny odejdzie w przeszłość tak jak polskie powstania, czy chłopskie rebelie. Pewnie niejedna przyczynkarska praca naukowa jeszcze zostanie napisana na ten temat, ale nie ma sensu oczekiwać niczego więcej. Nawet jeśli ktoś odważy się obnażyć całe zło działalności WRON'y, to jedynym odzewem może być analiza analogiczna do tej, z jaką wystąpił ostatnio przeciw Ziemkiewiczowi  Piotr Gursztyn. Czyli totalna krytyka braków warsztatowych przy zignorowaniu zasadniczego problemu: „dlaczego na przestrzeni dziejów nasze bohaterstwo obróciło się przeciw nam”.

 

Dlaczego stan wojenny był złem? Z perspektywy osób, które doznały wówczas krzywd, pytanie może być bezprzedmiotowe. Nie należy krzywdzić ludzi, ale czasem bohaterstwo polega właśnie na tym, że bierzemy odpowiedzialność za czyjąś krzywdę. To nie jest więc dobre kryterium oceny historycznych wydarzeń. Ważniejsze są cele i motywy działań. Jest to wdzięczny temat dla akademickich dyskusji. Trzy lata temu rozgorzała taka dyskusja, sprowokowana porównaniem stanu wojennego do przewrotu majowego Piłsudskiego z roku 1926. Przykład drążenia tematu w sposób uniemożliwiający zrozumienie sensu wydarzeń (co Polska w roku 1981 miała wspólnego z Polską roku 1926?).

 

Jeśli ani ludzkie losy ani historyczne procesy nie są najważniejsze, to co dla nas powinno liczyć się najbardziej? Wpływ tych wydarzeń na pozycję Polski w świecie.

Spójrzmy na ówczesną Polskę z pewnej perspektywy. W tym celu trzeba się cofnąć przynajmniej do okresu wojny w Wietnamie. Ta wojna zakończyła pewną epokę, którą określa się mianem złotego wieku kapitalizmu. W sferze politycznej wzrosły wpływy lewaków, kwestionujących między innymi politykę wrogości wobec blok sowieckiego. W sferze gospodarczej nastąpił kres dwóch filarów powojennego rozwoju: stabilnego pieniądza (m.in. upadek systemu z Bretton Woods) i taniej ropy naftowej. Z gospodarczego punktu widzenia sytuacja Polski była stosunkowo korzystna. Szczególnie po kryzysie naftowym z roku 1973. Drożejące surowce zapewniały wpływy z eksportu węgla. Ekspansja polityczna państw socjalistycznych pozwalała eksportować inwestycje do państw OPEC, które nagle zyskały góry petrodolarów. Przełomowym wydarzeniem była konferencja MFW w 1976 (w Kingston na Jamajce), na której wprowadzono płynne kursy walut. Ta zmiana w połączeniu z kolejnym kryzysem naftowym oraz brakiem równowagi handlowej USA doprowadziła do dużej inflacji i skokowego wzrostu oprocentowania kredytów. Polska znalazła się w pułapce zadłużeniowej.

 

Podwyżki jakie władze PRL'u chciały wprowadzić w roku 1976 były z gospodarczego punktu widzenia konieczną korektą. Pod wpływem buntu robotników, wycofano się z tego. Przedłożono interes polityczny nad interes państwa. W sytuacji braku demokracji rządząca partia nie widziała innego wyjścia. Był to jednak początek końca zarówno komunistycznej partii, jak i PRL'u. Z tego punktu widzenia stan wojenny był jak gaszenie pożaru benzyną. Pozwolił on przedłużyć rządy komunistów o kilka lat kosztem całkowitej degradacji znaczenia państwa.

 

Dlaczego ten upadek był tak szybki? Stan wojenny stał się pretekstem do wojny ekonomicznej, którą staliśmy się ofiarami. Naiwność Polaków kazała im wierzyć w to, że „zachód” walczy ze złym systemem, a nie z polskim społeczeństwem. To naiwne przekonanie pokutuje do dzisiaj i nie pozwala trzeźwo patrzeć na współczesną wojnę ekonomiczną.

 

Drugim czynnikiem, który działał na naszą niekorzyść była zbieżność w czasie stanu wojennego i początków rewolucji naukowo-technicznej. Izolacja bloku sowieckiego doprowadziła do szybkiego pogłębiania się różnic w rozwoju technologicznym. Szkody poniosły jednak także państwa zachodu. Postęp techniczny wymagał bowiem zmian społecznych, które pozwoliłyby w pełni wykorzystać rodzące się możliwości. To nie było korzystne dla owładniętych chciwością ludzi u szczytów władzy. Wykorzystano więc konflikt polityczny, w celu deprecjonowania takich pojęć jak „sprawiedliwość społeczna”. Doszło do degeneracji systemów politycznych. Lewica przestała być obrońcą najsłabszych ekonomiczne obywateli, a skoncentrowała się na lewackich eksperymentach. społecznych. Stan wojenny był więc wydarzeniem brzemiennym w skutki nie tylko dla Polski i nie tylko dla upadającego bloku sowieckiego.

 

Trzecim (poza gospodarczym i technologicznym zacofaniem) poważnym skutkiem stanu wojennego była dewastacja tak zwanego kapitału ludzkiego. Wypędzono z kraju lub zablokowano kariery wielu ludzi, którzy mogli pracować dla dobra naszej gospodarki. Ale to nie wszystko. Stan wojenny wytworzył nową klasę pasożytów – tak zwaną „styropianową elitę”. Ludzie ci nabrali przekonania, że od leżenia na styropianie w czasie strajków nabiera się kompetencji pozwalających na kierowanie państwem.

 

Cała ta historia mogłaby skutkować zrozumieniem tego, jak duże znaczenie dla rozwoju państwa ma pragmatyzm, powściągliwość oraz poszanowanie wiedzy i kompetencji. Jednak Polacy wolą po staremu ulegać krzykaczom widzącym świat przez pryzmat swoich emocji. To praktycznie wyklucza możliwość prowadzenia samodzielnej polityki (w tym polityki gospodarczej). Donald Tusk – nasz eksportowy polityk (i w pewnym sensie produkt made in WRON'a) przypomina generała Sikorskiego. Ignacy Matuszewski uważał Sikorskiego za „postać tragiczną, którego polityka zadowalania wszystkich – Anglików, Amerykanów i Sowietów – całkowicie zbankrutowała”. Konflikt jaki rozgrywał się w czasie II Wojny Światowej wokół Matuszewskiego do złudzenia przypomina obecny konflikt polityczny w Polsce. Począwszy od metod zwalczania „nieprawomyślnych” a skończywszy na mitomanii przywódców bezmyślnie wierzących w szlachetne intencje sojuszników. Matuszewski dostrzegał cynizm tych sojuszników, którzy wykorzystywali naiwność i słabość polskich polityków. Rozumiał też to, że wysiłek zbrojny musi być podporządkowany klarownym celom politycznym. W wojnie Polsko-Jaruzelskiej jedynie jedna strona miała klarowne cele (utrzymanie władzy komunistycznej). Dlatego ostateczna przegrana junty nie oznaczała zwycięstwa narodu, tylko narodziny III RP.