×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
Drukuj
Kategoria: Historia gospodarcza świata

Dlaczego opozycja, której reprezentantem był zabity niedawno Niemcow ma w Rosji ma tak niskie poparcie? Może dlatego, że niezmiernie trudno byłoby ich nazwać opozycją demokratyczną. Ludzie ci powiązani są z oligarchami, którzy w czasach Jelcyna doprowadzili kraj do ruiny, a z drugiej strony – z amerykańskimi organizacjami działającymi na rzecz „szerzenia demokracji”.

W czasach Jelcyna krajem rządziła rzeczywiście tak zwana „rodzina kremlowska” (choć chyba równie dobrym określeniem jest tu „mafia”). Do najbardziej wpływowych osób można zaliczyć zmarłego niedawno oligarchę Borysa Bieriezowskiego oraz Michaiła Chodorkowskiego, który spędził 10 lat w więzieniu. Kulisy ich działalności odsłania ciekawa książka Marka Hollingswortha i Stewarta Lansley'a pod tytułem „Londongrad” (polskie wydanie ukazało się pod tytułem „Londyn nowych Ruskich. Od Berezowskiego do Deripaski”). Obecna „opozycja” zrodziła się wskutek rozgonienia „rodziny kremlowskiej” przez Prezydenta Putina. Kluczowym wydarzeniem w tej historii był upadek Jukosu. Poniżej publikujemy fragmenty wspomnianej wyżej książki dotyczące byłego prezesa Jukosu, Chodorkowskiego:

 

[cytat:]

 

Przeniesienie pieniędzy za granicę okazało się znakomitym ruchem i pomogło Chodorkowskiemu uratować majątek po załamaniu się rubla w 1998 r. Kiedy kryzys zaczął przybierać katastrofalne rozmiary, Menatep znalazł się (przynajmniej oficjalnie) w poważnych kłopotach. Konsultanci i pracownicy nie dostawali pensji, bank zablokował wypłaty i lokaty oraz przestał płacić wierzycielom. Rosyjski Bank Centralny wycofał jego licencję, a nazwę wypisaną wielkimi literami na fasadzie marmurowego gmachu moskiewskiej siedziby, przed którym stały (w większości bezowocnie) setki zdesperowanych klientów, chyłkiem zdjęto. Menatep pozornie upadł, ale większość jego majątku, w tym Jukos, trafiła już bezpiecznie za granicę, ulokowana w twardej walucie na kontach offshore założonych przez Curtisa.

Przesunięcie majątku przez Chodorkowskiego do spółek zależnych i na zagraniczne konta bankowe nie tylko pozwoliło mu unikać płacenia podatków na masową skalę. […]

Kiedy zaczął się kryzys i zagraniczni wierzyciele próbowali się dowiedzieć o losy pożyczonych pieniędzy, odsyłano ich od Annasza do Kajfasza, a na wielokrotnie ponawiane pytania udzielano sprzecznych odpowiedzi. W pewnym momencie cała ciężarówka dokumentów Menatepu wysłana z Moskwy wylądowała w Wołdze. Aby zataić prawdziwy stan finansów banku, Chodorkowski wykonał całą serię manewrów finansowych, skutecznie ukrywając majątek banku i Jukosu.

[…]

Z Rosji wypływały miliardy. Część przerzucano na zagraniczne konta bankowe, aby uniknąć płacenia podatków, część wyparowała w wyniku przelewów, fałszywych dokumentów importowo-eksportowych, dostaw ropy i innych operacji. Pieniądze pochodziły głównie z firm, które powinny były przynosić wysokie dochody, i stanowić podstawę rosyjskiej gospodarki. Istnieją nawet dowody defraudacji pożyczek z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które miały wesprzeć rubla.

Chodorkowski nie tylko rozwijał własne imperium biznesowe, lecz także zabiegał o wpływy polityczne, aby chronić swoje interesy po dojściu do władzy Putina. W 2000 r. mówił: „Chce mi się płakać, kiedy Borys Berezowski mówi o grupie ludzi mających 100% wpływów politycznych. Gdybyśmy mieli chociaż 10% takich wpływów, o których mówi Berezowski, nigdy nie pozwolilibyśmy rządowi obciążyć biznesu nieznośnie wysokimi podatkami”. Jego własne wpływy na Kremlu malały. Za czasów Jelcyna miał koneksje w Ministerstwie Paliw i Energetyki, ale w miarę jak Putin zyskiwał na znaczeniu Chodorkowski na nim tracił. Nie chciał jednak podporządkować się nowemu prezydentowi, trzymającemu oligarchów twardą ręką, zmienił więc taktykę. Zdał sobie sprawę, że aby uczynić Jukos globalną spółką energetyczną i przyciągnąć zagranicznych inwestorów, musi oczyścić swoją reputację. Trzeba mu przyznać – nie próbował wybielać swojej szemranej przeszłości biznesowej. W grudniu 2001 r. stwierdził: „Zaczynaliśmy od rozkradania państwowego majątku, ale muszą państwo zrozumieć, że na początku zasady nie były jasne i zmienialiśmy się w miarę, jak określane były obowiązujące nas wymogi. Nie wydaje mi się, żebym złamał prawo, ale minęło sporo czasu, zanim uświadomiłem sobie, że poza – i ponad – prawem istnieją także zasady etyczne”.

[…]

Chodorkowski stopniowo zaczął iść śladem Berezowskiego. Został najbogatszym Rosjaninem i stawał się coraz bardziej arogancki. Uznał, że nie potrzebuje już ochrony i nie musi płacić politycznym bossom za „kriszę” (po rosyjsku: dach). W 2003 r. zaczął otwarcie krytykować Kreml i stawał się coraz bardziej niewygodny dla Putina.[...]

Wbrew radom znajomych wziął pod lupę przeprowadzoną kilka dni wcześniej szemraną transakcję zakupu Northern Oil Company przez państwową spółkę Rosneft, która trzykrotnie przebiła ofertę Jukosu, płacąc 622,6 miliona dolarów. Rozwścieczony porażką Chodorkowski stwierdził, że kierownictwo Rosneftu otrzymało od państwa pieniądze za zaoferowanie zawyżonej ceny, zażądał dochodzenia w tej sprawie i powiedział prezydentowi, że jego biurokrację tworzą łapówkarze i złodzieje.

Zirytowany Putin lodowatym tonem przypomniał mu, jak sam zarobił miliardy na unikaniu płacenia podatków i ustawianych przetargach rządowych. „Rosneft jest spółką Skarbu Państwa, ma niewystarczające rezerwy i musi je powiększyć”, stwierdził, patrząc na Chodorkowskiego z taką wrogością, że oligarcha zbladł. „Kilka firm, na przykład Jukos, ma odpowiednie rezerwy. Pytanie brzmi: jak je zdobyły? Teraz pana kolej, żeby się tłumaczyć”, dodał ostro.

[...]

Tymczasem Putinowi, naciskanemu przez członków zreformowanej niedawno FSB, kończyła się cierpliwość. Dnia 2 lipca 2003 r. wartość Jukosu przekroczyła 16 miliardów funtów, wtedy też został aresztowany Płaton Liebiediew, partner biznesowy Chodorkowskiego. Wydano także nakazy aresztowania innych członków kierownictwa, w tym dyrektora Jukosu ds. bezpieczeństwa, Aleksieja Piczugina, który został później skazany na dożywocie za morderstwo. Właśnie to posunięcie spowodowało ucieczkę członków kierownictwa Jukosu do Wielkiej Brytanii przez Maltę i Cypr.

[…]

Chodorkowskiego oskarżono o kradzież, oszustwo, fałszerstwo oraz uchylanie się od osobistych i firmowych zobowiązań podatkowych. […] Aresztowanie Chodorkowskiego wywołało panikę wśród inwestorów i krótkotrwały run na rosyjskiej giełdzie, wystraszyło także pozostałych oligarchów, którzy w większości nie spodziewali się tak drastycznych działań ze strony Putina, a teraz zaczęli się zastanawiać, kto będzie następny.

Rosyjskie elity biznesowe mogły zapewnić sobie lepsze układy z władzą, gdyby inwestowały więcej w Rosji i finansowały projekty społeczne tak, jak żądał tego Putin. Kiedy podczas pobytu w więzieniu zapytano Chodorkowskiego, co zrobił źle w latach 90. XX w., odpowiedział: „Moim największym błędem było to, że założyłem firmę i inwestowałem w zakłady przemysłowe – a trzeba było budować kraj i tworzyć instytucje społeczne. To problem wszystkich liberalnych reform. Firmy zapominały o ludziach, ich interesach, kłopotach i opiniach”.

[…]

Jak ujął to członek Moskiewskiej Izby Handlowej, „Na słowo «oligarcha» przeciętny Rosjanin sięgał po broń”. Ankieta przeprowadzona w 2003 r. wykazała, że według 88% Rosjan wszystkie wielkie fortuny zostały zdobyte nielegalnie, według 77% należy w całości lub w części cofnąć prywatyzację, a według 57% rząd powinien wszcząć postępowania karne przeciwko bogaczom. W 2004 r. jedynie 18% Rosjan było przeciwnych całkowitej renacjonalizacji zasobów. W wywiadzie dla „Independent” Władimir Potanin przyznał, że oligarchowie „musieli się przyzwyczaić, że rodacy ich nie kochają. […]

Największe znaczenie miał jednak fakt, że Jukos był w trakcie fuzji z Sibneftem Abramowicza – w wyniku tej operacji powstałby czwarty największy koncern paliwowy świata, po ExxonMobil, BP i Shell, wart około 22 miliardów funtów. Chodorkowski zamierzał sprzedać część utworzonego w ten sposób giganta jednemu z amerykańskich potentatów, samemu ExxonMobil lub Chevron Texaco. Na Kremlu oddanie choćby części kontroli nad eksploatacją rosyjskich złóż obcemu mocarstwu – i to właśnie temu mocarstwu – było uznawane za zdradę.

Chodorkowski słynął z sympatii do USA. W wywiadzie dla „Business Week” na pytanie, czy Putin zdaje sobie z tego sprawę, odpowiedział: „Wie, jakie mam poglądy. To żadna tajemnica […]. W Rosji jestem znany z proamerykanizmu”.

Putin wiedział, że jeśli oligarchowie zaczną sprzedawać udziały zagranicznym podmiotom, nie będzie w stanie zapobiec odpływowi kapitału z Rosji. Członek kierownictwa Jukosu: „Sprzedaż części zasobów strategicznych Rosji bez konsultacji z Putinem była wielkim błędem. Nie wiadomo tego na pewno, ale wiele osób uważa, że to właśnie dlatego Kreml wziął się za Chodorkowskiego”.

Nad fuzją pracował Jurij Gołubiew, członek kierownictwa Jukosu i jeden z najbardziej zaufanych ludzi Chodorkowskiego, również ścigany później przez rosyjskie władze. W styczniu 2007 r. Gołubiew został znaleziony martwy w swoim londyńskim mieszkaniu. Jego śmierć nie została uznana za podejrzaną przez brytyjską policję – stwierdzono, że zmarł na zawał serca.

Chodorkowski planował również inny ruch, uznany przez Kreml za jeszcze bardziej arogancki. Jedynie około 18% akcji Jukosu było w obrocie publicznym – pozostała część znajdowała się w rękach członków układu. Po rozpoczęciu dochodzenia w sprawie przestępstw podatkowych zarząd Jukosu ogłosił wypłatę nadzwyczajnej dywidendy w wysokości 2 miliardów dolarów – o 400% większej niż w poprzednim roku. Jak twierdzi Michael Hudson: „Zamiast wykorzystać te pieniądze do modernizacji branży, zamierzali dokonać wyprzedaży aktywów, a potem się z niej wycofać. Sytuacja na rynku nie uzasadniała takiej wysokości dywidendy”.

Paul Klebnikov, późniejszy redaktor naczelny „Forbes Russia”, stwierdził: „Proces Chodorkowskiego to triumf sprawiedliwości selektywnej, ale taka sprawiedliwość jest lepsza niż żadna. […] Jego brutalne zatrzymanie pokazuje, jak daleko jeszcze Rosji do cywilizowanego państwa prawa […], ale moim zdaniem z perspektywy czasu okaże się, że wydarzenie to wzmocniło podstawy rosyjskiego prawa własności”.

Bill Browder z Hermitage Capital Management podsumował: „To nie był pojedynek Matki Teresy z Kalkuty z Mikiem Tysonem. Starło się ze sobą dwóch wielkich, twardych gości i jeden pokonał drugiego. Putin wygrał, Chodorkowski przegrał, ale walka była wyrównana. Chodorkowski nie zasługuje na współczucie jako więzień polityczny – robił rzeczy, które nie pozwalają widzieć go w ten sposób. Osoby, które znają jego historię, wiedzą, że kiedy był na szczycie, bardzo uprzykrzał życie wielu ludziom”. Również osoby z jego najbliższego otoczenia wiedziały, że gra w niebezpieczną grę. Jeden z członków kierownictwa Jukosu przyznał: „Było dla mnie jasne, że podpisujemy wyroki śmierci na siebie”.

[koniec cytatu]

Sprytniejszym od Chodorkowskiego okazał się jego partner w interesach, Leonid Niewzlin – spec od czarnej roboty. Gdy zaczęły się aresztowania w Jukosie – uciekł do Izraela, gdzie stał się „szanowanym biznesmenem”. Pojawił się znowu, gdy europejskie trybunały postanowiły nakazać Rosji wypłacenie mu wielomiliardowego odszkodowania. Zdaniem Rosjan poniżające jest targowanie się z mordercą w sprawie naszych pieniędzy. Nie należy zapominać o tym, że szef Niewzlina Michaił Chodorkowski nabył podstawowe aktywa JUKOS-u u schyłku lat 90. za 410 milionów dolarów, czyli za kwotę ponad sto razy mniejszą, niż ta, której wypłacenia domagają się obecnie od nas Niewzlin i wspólnicy. Prawdopodobnie, zdając sobie sprawę z tego, że jego byli kilerzy i „czarni kasjerzy” przebrali miarkę, sam Chodorkowski odcina się od pozwu zgłoszonego do sądu w Hadze. Sprzedał prawo do obdzierania Rosji z dodatkowej kwoty Niewzlinowi i jego przyjacielowi Jurijowi Dubowowi. Ten sam Dubow też uciekł z Rosji, gdzie skazano go za kradzież wielu milionów. Jednak ma się całkiem dobrze wśród obywateli krajów zachodnich.

Niewzlin jest jednym z podejrzanych o zlecenie zamordowania Litwinienki, który chciał się dorobić szantażem. Podobno miał on jakieś dokumenty dotyczące Jukosu. Przeciwnicy Putina twierdzą, że chodziło o dowody na bezprawność likwidacji Jukosu. Rosyjska prokuratura badała wątek odwrotny – szantaż byłych udziałowców.

Borys Niemcow była kiedyś ważną postacią w tym świecie powiązań polityczno-biznesowych (po polsku nazwalibyśmy to „układem”). W swoim czasie prezesem banku Nieftanoj, który został oskarżony o pranie brudnych pieniędzy i oszustwa. Niemcow zrezygnował i skupił się na krytykowaniu Putina, żyjąc wygodnie z odsetek. Działalność tą wspierają Amerykanie: W 2009 roku Kasparow i Niemcow spotkali się z ni mniej ni więcej jak samym prezydentem Barackiem Obamą, na jego osobiste zaproszenie w Hotelu Ritz Carlton w Waszyngtonie, w celu omówienia opozycji przeciwko Putinowi w Rosji. Niemcow wezwał Obamę do spotkania się z siłami opozycji w Rosji: "Jeśli Biały Dom przystanie na sugestię Putina, aby rozmawiać tylko z pro-putinowskimi organizacjami, będzie to oznaczać, że Putin wygrał, ale nie tylko to: Putin będzie miał pewność, że Obama jest słaby", powiedział wtedy. Podczas tej samej amerykańskiej wyprawy w 2009 roku Niemcow został zaproszony do wystąpienia w nowojorskiej Radzie Stosunków Zagranicznych, najbardziej wpływowego think-tanku amerykańskiej polityki zagranicznej. Co istotne, nie tylko więc amerykański Departament Stanu i wspierane przez USA polityczne organizacje pozarządowe, takie jak NED, przelewają miliony na budowanie anty-putinowskiej koalicji na terenie Rosji. Prezydent USA osobiście zaangażował się w ten proces.

Te powiązania Niemcowa mogły stać się przyczyną jego śmierci. On obracał olbrzymimi pieniędzmi. Nie można też wykluczyć, że został wytypowany do roli ofiary: Od 2011 roku pan Niemcow był panem Nikt w świecie polityki i nawet BBC stwierdza, że „w ostatnich kilku latach wypadł z zasięgu blasku jupiterów” i „nie był już postrzegany jako część dominującej w Rosji sceny politycznej”.

Ostatnio jeden z rosyjskich naukowców napisał: „Amerykanie sami śmiecia zrodzili, finansowali go, sami też usunęli. Taki jest los wszystkich prostytutek. Od wczoraj wieczorem o jednego śmiecia mamy mniej”.

To oczywiście spotkało się ze słusznym potępieniem i wskutek tych słów uczony utracił stanowisko.

Czy to nie jest dobitnym dowodem, że w Rosji nie ma wolności słowa ;-)?