Sensacją ostatnich dni są doniesienia o wykorzystaniu przetwarzania dużych ilości danych (Big Data) do manipulacji społeczeństwami. Pretekstem jest „afera” z firmą „Cambridge Analytica”, która wspierała kampanie wyborcze posługując się danymi milionów użytkowników Facebooka. Na dodatek w Niemczech ujawniono, że także niemiecka poczta jest źródłem tego rodzaju danych.

Czy rzeczywiście wykorzystanie takiej analizy niszczy demokrację? A może jest tak, jak twierdzi Olgierd Sroczyński w artykule „Czy algorytmy zagrabiły demokrację?”: cały szum bierze się z tego, że algorytmy w sposób obiektywny potwierdzają segmentację społeczeństw zgodną z powszechnie funkcjonującymi stereotypami, co jest sprzeczne przekonaniami lewicy?

Na początek należy stwierdzić, że ostatnia „afera” z Facebookiem to w znacznym stopniu wytwór medialny. Zazwyczaj gdy mówimy o „wycieku danych” - chodzi o ich pozyskanie drogą nielegalną. Tymczasem mechanizm gromadzenia danych jaki wykorzystano w tym przypadku był jak najbardziej legalny i zgodny z akceptowanym przez każdego użytkownika Facebooka regulaminem. Nielegalne było jedynie użycie tych danych – na co Facebook nie wyraził zgody.

Cała sprawa stała się głośna wkrótce po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich. Media donosiły, że amerykański naukowiec Michał Kosiński stworzył model analizy danych („big data”) który „na podstawie dziesięciu polubień z Faceboka jest w stanie ocenić daną osobę lepiej, aniżeli przeciętny kolega z pracy. 70 polubień wystarcza, aby przewidzieć znajomość charakteru danej osoby lepiej, niż jej przyjaciel, 150 lepiej, niż rodzice, przy 300 polubieniach maszyna jest w stanie przewidzieć zachowanie danej osoby lepiej, aniżeli jej partner. Przy jeszcze większej ilości polubień udaje się nawet przebić to, co ludzie sami myślą, że wiedzą o sobie”. Podobno w dniu w którym Kosiński opublikował te odkrycia, otrzymał dwa telefony od Facebooka. Jeden z groźba kroków prawnych oraz jeden z ofertą pracy.

 

Firma SCL (Strategic Communications Laboratories), która nawiązała kontakt z Kosińskim jest firmą-matką dla Cambridge Analytica. To jest ta firma, która zorganizowała wyborczą kampanię internetową dla Trumpa i dla Brexitu.

Pewnie nie byłoby problemu, gdyby nadal rządzili ci, którzy chcą uchodzić za niezastępowalną elitę. Gdy jednak media zaczęły szukać przyczyn dla których ludzie mają dość elit i głosują przeciw nim – „algorytmy” Kosińskiego były jak znalazł. Tłumaczyły one dlaczego Trump złamał wiele wyborczych obietnic (to miały być tylko opowieści według algorytmu).

Dlaczego do sprawy wrócono po prawie dwóch latach?

Na pewno jest w tym trochę PR-u (może tak 99%)? Nie jest wykluczone, że doniesienie do mediów Christophera Wylie – byłego pracownika  Cambridge Analytica - to tak zwany „przeciek kontrolowany”.