Pani Kopacz otworzyła w tym tygodniu biurko i bardzo się zdziwiła. Jakiś dwa miliardy? Jak to się szczęśliwie składa… Damy ludziom podwyżkę i znów na nas zagłosują! Cieszmy się: „Rząd znalazł 2 miliardy. Budżetówka dostanie wyczekiwane podwyżki”. Co prawda podwyżki planuje dopiero w 2016 roku, ale w końcu teraz są inne polne wydatki (jak utrzymanie armii hejterów na przykład).

Ukazało się polskie tłumaczenie raportu „REFORMA MONETARNA. Lepszy system monetarny dla Islandii” autorstwa Frosti Sigurjónssona. Tłumaczenie wykonał Krzysztof Lewandowski z fundacji Jesteśmy zmianą. To bez wątpienia jeden z najważniejszych tekstów w historii, dlatego należą się wielkie podziękowania fundacji i tłumaczowi za tak szybkie udostępnienie go po polsku.

Głównym postulatem płynącym z tego raportu jest pozbawienie banków możliwości kreacji pieniądza poprzez zakaz akcji kredytowej w oparciu o kapitał zgromadzony na rachunkach bieżących.

W Polsce taka działalność jest głównym czynnikiem kreacji pieniądza (M1). Budzi to wątpliwości natury konstytucyjnej, która ustala monopol NBP na tego typu działalność (art 227 i 220).

Jednak w prawie bankowym wyłączność na emisję pieniądz została ograniczona do „emisji znaków pieniężnych” (zob.: http://jn.org.pl/jar-wadliwa-interpretacja-konstytucji-rzeczypospolitej-polskiej-zawarta-w-ustawie-o-nbp-oraz-jej-sprostowanie/ ). To nie jest wprost sprzeczne z konstytucją, ale brak jasnego zapisu, że NBP powierza te działania bankom komercyjnym powoduje, że mamy do czynienia z manipulacją w stylu „lub czasopisma”.

W UE podnoszone są głosy, że należy zrezygnować z pieniądza gotówkowego.

W tej sytuacji prawo NBP zostałoby zredukowane do zera.

Brak takich jasnych regulacji nie jest przypadkowy. Otwiera się bowiem pole na działanie międzynarodowego systemu monetarnego z ich regulacjami.

 

Po tajnej naradzie miłującej pokój i pojednanie przewodniej siły narodu, „czołowi politycy” PO dzielą się wnioskami. Iwona Śledzińska-Katarasińska mówiła w TV, że platformie została przyklejona „gęba”, a oni nie potrafili społeczeństwa przekonać, że nie są tacy źli.

Tymczasem „Rzeczpospolita” ujawnia, jak ma wyglądać to przekonywanie: PO zatrudniła internetowych hejterów. Setka ludzi + rodziny polityków będą w internecie przekonywać, że to PiS jest zły. Rola hejterów jest zawsze negatywna (nazwa wywodzi się od słowa „nienawiść”). Nijak więc nie da się w ten sposób przekonać społeczeństwa, że platformersi to aniołki, a nie żadna mafia. Na razie więc udaje się im jedynie ugruntować opinie o własnej głupocie.

Sądząc po komentarzach pod najnowszą informacją o Pawle Kukizie, platformerskie heitery poszły w internet. Efekty dość żałosne i łatwe do zidentyfikowania. Niemniej jakieś ostrzeżenia dla zwykłych użytkowników internetu by się przydały:


 

Andrzej Duda wygrywając wybory parlamentarne rozbudził nadzieje. Wydawało się, że Polacy mają dość polityki pełnej nienawiści. W tą atmosferę sprzeciwu wpisał się Paweł Kukiz, porywając za sobą rzesze młodych wyborców. Głośno sprzeciwiał się tworzeniu z Polaków wrogich obozów – porównując ich do Hutu i Tutsi. Wydawało się, że współgra to z wezwaniami Andrzeja Dudy i oto idzie nowe.

Ale minął ledwo tydzień, a pan Kukiz pokazał, że on potrafi przebić nawet najbardziej chamskie wybryki polityków. Zwracając się do posłanki Pawłowicz napisał między innymi:

A mówiąc poważnie - proszę przeczytać sobie to co w linku. Jeśli będzie miała Pani problem ze zrozumieniem to z całą pewnością znajdzie Pani nawet w swojej partii ludzi, którzy Pani wytłumaczą.

Prawda, że takiego jadu miłości nie powstydziłby się nawet Stefan Niesiołowski?

Tylko czy komuś potrzebny jest jeszcze jeden plujący błazen?

Bardzo trudno jest obecnie o optymizm. Być może jest ostatni moment, aby uniknąć w Europie wojennej zawieruchy. Obawy o utratę suwerenności wyraża Krzysztof Rak z Ośrodka Analiz Strategicznych, który wzywa do kompromisu. Chyba jednak Polsce bardziej potrzebna jest wymiana elit. Jeśli jednak ktoś wiązał nadzieję z tym, że wraz z Pawłem Kukizem wejdzie do polityki nowe pokolenie – ludzi szczerych i bezkompromisowych, musi się dzisiaj czuć okropnie głupio.

 

Jednym z trwałych efektów działalności PiS w epoce, którą nasze „elity” określają ciemnymi przymiotnikami („strach”, „zaduch” i policja pukająca o piątej nad ranem) jest Centralne Biuro Antykorupcyjne. Po 2007 roku ich działania nie są tak medialne, ale wygląda na to, że z powodu ich działalności podkarpacka mafia się kruszy. Najpierw był „skeksmarszałek” Karapyta, potem ludzie posła Burego, a teraz nagle sam wierzchołek polityczno-biznesowego układu: Zbigniew Rynasiewicz podał się do dymisji. Oczywiście z przyczyn osobistych i poseł – minister prosi, aby nie doszukiwać się w tym drugiego dna. Trudno jednak uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Po przegranych wyborach mafia musi przegrupować siły, aby móc nadal pełnić rolę „przewodniej siły narodu”.

Jeszcze bardziej niezwykłe jest wymierzenie 400tys złotych kary Ryszardowi Krauze, który bez wątpienia należy do ofiar „ciemnych czasów” rządu PiS. Warto przypomnieć, że poprzednia próba rozliczenia Krauzego za działalność sprzeczną z prawem zakończyła się błyskawiczną zmianą prawa. I żaden autorytet, żaden profesor prawa nawet się nie zająkną, że prawo wstecz nie działa.