Google uruchamia nowy biznes. Pierwszy raz będzie to odrębna firma „Calic”, która ma zająć się problemem wydłużenia życia. Młodzi milionerzy z Doliny Krzemowej już nie są tacy młodzi. Czyżby to miało wpływ na nową strategię rozwoju?

 

Portal www.businessinsider.com opublikował z tej okazji spis 17 rzeczy, które pomagają uzyskać długowieczność. Wygląda na to, że najlepiej być żonatym Grekiem, posiadający, kota i lubiącym seks, wino, jogging oraz prace domowe.

 

 

 

 

Według niemieckiego dziennikarza: „Problem polega na tym, że Polacy nie wiedzą, co się dzieje w Portugalii, Grecji, we Włoszech czy Hiszpanii, chociaż za tą całą sytuacją  stoi ta sama ideologia. To jest polityka neoliberalna, która mniej więcej zostaje bez skrupułów przeforsowana w kraju. To znaczy: mały człowiek musi za wszystko zapłacić, a ludzie w Grecji i Portugalii bronią się przeciwko temu. Sytuacja w Niemczech nie jest aż tak dramatyczna, a to oznacza, że osiągamy korzyści ze strasznej sytuacji w innych krajach. Myśl europejska jest ważna, ale jeśli większość obywateli nie chce w tym wszystkim uczestniczyć, to Europa się rozleci. Niebezpieczeństwo tego w obecnej sytuacji jest bardzo duże”. Warto przeczytać cały wywiad.

 

Znajomy bloger nadesłał komentarz do informacji o odwrocie „globcio”. Pozwolę sobie go przytoczyć:

 

Ze zdjęć NASA wnika jednoznacznie, że pokrywa lodowa na półkuli południowej (wokół Antarktydy, nie Arktyki) systematycznie się powiększa. Wynikać by mogło z tego, że klimat na półkuli południowej się oziębia.

 

Niestety,naukowcy od globcia doszli do przeciwnych wniosków: powierzchnia lodu się zwiększyła, ale grubość zmalała ...ze względu na ...globalne ocieplenie: lod się rozpłaszczył i rozpełzł. Podobno mają jakieś supernowoczesne. urządzenia do mierzenia grubości lodu i doszli do "przerażających wniosków". Tyle ze wcześniej takich urządzeń nie mieli, mierzyli bardziej tradycyjnymi metodami. Odnieśli obecny pomiar (mierzony nowymi metodami) do starych, mierzonych tradycyjnie. Kłania się metodologia badań. Do czego odnoszą wyniki nowych badań?

 

Spróbuję teraz "wytłumaczyć" przyczyny zwiększenia się grubości lodu w Arktyce. Oczywiście przyczyną jest globalne ocieplenie: większa temperatura morza powoduje wzrost wilgotności powietrza nad morzem, nad powierzchnią. Ponieważ w Arktyce temperatury są i tak ujemne, więcej wilgotnego powietrza zamarzło, więc stąd i więcej lodu. W czasach przed globciem woda była chłodniejsza. Przecież w Karpatach jest więcej śniegu niż na Syberii, ale czy z tego wynika, że Syberia jest cieplejsza?

 

Tedy proszę nie mącić.

 

Już 30 lat temu naukowcy zwracali uwagę na prawa autorskie i patenty, jako jeden z podstawowych problemów ludzkości. W raporcie dla Klubu Rzymskiego „Mikroelektronika a społeczeństwo” przewidywano, że to będzie jeden ze sposobów na ochronę uprzywilejowanej pozycji krajów wysoko rozwiniętych. Ale chyba nikt nie sądził, że sprawy pójdą aż tak daleko. Że w USA będą te kwestie miały rangę nieomal narodowej ideologi, czy religii. Najnowszym pomysłem, którym ekscytuje się wielu użytkowników internetu jest zalecenie amerykańskiej ligi futbolowej, aby zawodnicy postarali się o potwierdzenie praw autorskich tatuaży, jakie mają na swej skórze. Następnym krokiem będzie kwestia praw autorskich do blizn po bójce (należą się one „autorowi”, czy „nosicielowi?).

 

 

 

Powierzchnia pokrywy lodowej Arktyki tego lata się zwiększyła. Przy tej okazji portal http://www.prisonplanet.com (polskie wydanie: http://www.prisonplanet.pl) przypomniał prognozy BBC sprzed 6-ciu lat, które przewidywały w lecie 2013 całkowity brak pokrywy lodowej na tych wodach.

 

Czy to spowoduje osłabnięcie tego jawnego idiotyzmu, nazywanego pieszczotliwie „Globcio”? Bo o pociągnięciu do odpowiedzialności macherów od „Globcio”, to w ogóle nie warto wspominać.

Na co rząd wydaje pieniądze w obliczu kryzysu? Niektóre ciekawe wydatki zebrał bloger „orion”:

  • Ministerstwo Rozwoju Regionalnego - 184 tys. zł na współfinansowanie odcinków popularnego serialu" M jak miłość" oraz 390 tys. zł na teleturniej 1 z 10;

  • Ministerstwo Środowiska – ćwierć miliona na film nakręcony nie wyspie Kiribati, promujący szczyt klimatyczny;

  • Kampania promująca Euro 2012 „Feel like at home” – z błędem językowym w haśle – kosztowała rząd milion złotych;

  • Ministerstwo rolnictwa dało TVP aż 390 tys. zł na nieskuteczną promocję znaku „Poznaj dobrą żywność”;

  • Aż 5 mln zł kosztowała kampania MEN zachęcająca do posyłania 6-latków do szkół. Spoty pojawiły się tuż przed nowym rokiem szkolnym, gdy rodzice dawno podjęli decyzje.

 

 

Londyńscy analitycy Bank of America Merrill Lynch bardzo optymistycznie oceniają perspektywy węgierskiej gospodarki. Przewidują wzrost w przyszłym roku na poziomie 2,6% PKB (inni analitycy przewidywali 1,5% wzrostu, a kwietniowe prognozy Orbana 2,0%).

„Głos Rosji” zwraca uwagę na najniższą od 40 lat inflację, która rzeczywiście w sytuacji wzrostu gospodarczego jest sukcesem (w Polsce obecny spadek inflacji jest raczej uważany za oznakę recesji).

Na blogu The Wall Street Journal pojawiła się analiza programu wsparcia osób, które wzięły kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich (na Węgrzech jest to relatywnie większy problem, niż w Polsce). Na ten cel ma zostać przeznaczona część rezerwy walutowej banku centralnego. Bezpieczeństwo tej operacji ma gwarantować Reguła Greenspana-Guidottiego, mówiąca że te rezerwy powinny być wyższe od krótkoterminowego zadłużenia kraju.

Nawiasem mówiąc w Polsce można by zgodnie z tą regułą wydać około połowy rezerw. Jednak Polska to nie Węgry. Każdy program wsparcia byłby z całą pewnością systemem kolejnych grabieży, a zgraja ekspertów dostałaby kociokwiku na samo wspomnienie takich pomysłów.

Tymczasem węgierska polityka finansowa opiera się na zupełnie innych założeniach. Czytaj więcej:

www.obserwatorfinansowy.pl.

 

 

Za sprawą pomysłu Ryszarda Kalisza rozgorzała dyskusja o dochodzie minimalnym. Pomysł na pewno wart rozważenia, ale nie w kontekście obecnego systemu finansowego. Póki między wytwórcami dóbr, a beneficjentami systemu będą banki, to nie ma prawa się zbilansować.

Dyskusja o dochodzi minimalnym rozbija się o pytanie: skąd wziąć pieniądze, by dać je potrzebującym?

Jeśli je zastąpić pytaniem: 'skąd wziąć dobra, których oni potrzebują?', to stajemy przed rozwiązywalnym problemem technicznym (wszak mamy olbrzymią nadprodukcję).

 

O dziwo w polskiej prasie można jednak natrafić na sensowne refleksje dotyczące protestów związkowych. Magazyn „Forbes” na przykład zwraca uwagę na to, że pierwszy od wielu lat spadek konsumpcji wiąże się z dużo wolniejszym od wzrostu PKB wzrostem wynagrodzeń. Ceny rosną, dochodzą coraz to nowe obciążenia (vide ustawa o gospodarowaniu odpadami), a dochód rozporządzalny w rodzinach maleje.

 

 

W USA powstał wielki internetowy market, w którym można kupować wyłącznie za walutę kryptograficzną (www.bitcoinshop.us). 

Zbigniew Kuźmiuk porusza problem niekorzystnych dla Polski transferów finansowych. Według niego, „ten olbrzymi [500 mld w ciągu 12 lat] transfer kapitału z Polski jest saldem wpływów do Polski środków z budżetu UE, środków zarobionych przez Polaków za granicą przekazywanych rodzinom w kraju i wypływów w postaci dywidend, zysków, zarobków szefów zagranicznych koncernów”. Chyba jednak ten wykaz jest dalece niepełny. Zagraniczne firmy każą sobie słono płacić za know-how, licencje, używanie marki, wewnętrzne dostawy itd... Ponieważ te opłaty mają charakter wewnętrzny (poza rynkiem), można nimi dowolnie kształtować transfery. Odrębny rozdział stanowią banki, które mogą wykorzystywać do transferów politykę „inwestycyjną” (vide PeKaO S.A.).

 

Ciekawa dyskusja na ten temat: http://www.goldenline.pl/forum/744328/drenaz-polskich-bankow-na-przykladzie-pekao/

Marnuje się rocznie 1,3 miliarda ton żywności - to jest blisko 30%. Jej wartość odpowiada PKB Szwajcarii. Mówił o tym 11.09 w Rzymie dyrektor generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) José Graziano da Silva, powołując się na dane z raportu „Skutki marnowania żywności – wpływ na zasoby naturalne”.

Więcej na ten temat  www.dw.de.

 

Ministerstwo Finansów chwali się swymi osiągnięciami w zadłużaniu Polski. Dług zbliża się do biliona złotych, z czego połowa wobec podmiotów zagranicznych. Licząc tylko 5% odsetek, mamy 50 mld rocznie. Gdy PO dochodziła do władzy, było tego połowę mniej. Pogratulować.

 

Aby sobie uzmysłowić skalę problemu, warto zauważyć, że kwota ta przekracza wydatki na obronę narodową i zbliża się do dotacji dla systemu ubezpieczeń społecznych (razem z OFE). Nie mówiąc już o takich drobnych wydatkach, jak nauka, oświata, czy opieka społeczna.

 

Całości obrazu dopełnia amerykański system finansowy, dzięki któremu możemy sobie bezproblemowo dopisywać kolejne miliardy do długu – póki stać nas na spłatę tych odsetek. A gdy nas nie będzie już stać, to się odgrzebie Balcerowicza, który pomoże nam pozbyć się resztek własności :-(.

 

Na ekrany amerykańskich kin wchodzi film dokumentalny pod tytułem „Money for nothing”. Kiedyś taką piosenkę nagrał zespół Dire Straits. Jednak zbieżność tytułów jest chyba przypadkowa. Fed bowiem rzeczywiście tworzy pieniądze z niczego. Najlepszym komentarzem do tego filmu jest porównanie druku pieniędzy w warunkach domowych i takiej samej czynności realizowanej przez FED. W pierwszym przypadku nazywa się to fałszerstwem, a w drugim „polityką monetarną”.

 

Jedynym uzasadnieniem dla tej „polityki” jest dbałość o stabilność pieniądza. Skoro jednak tego celu nie udaje się realizować, to czy FED jest komuś potrzebny?

 

 

 

Premier Victor Orban ogłosił zakończenie ery kolonizacji. Niestety tylko na Węgrzech. Nasz naczelny sprzedawczyk ma się bardzo dobrze i nadal uważa, że ma moralne prawo zabierać publicznie głos. To że zdecydował się bronić interesów finansjery (nie bez powodu oczekując pomocy ze strony Trybunału Konstytucyjnego), jest najlepszym dowodem, że użyty powyżej epitet jest najłagodniejszym z możliwych.

Na portalu forsal.pl komentarz do zamieszania wokół OFE: Czy giełdę poniosły emocje z powodu OFE? Tekst można by uznać za zupełnie rozsądny, gdyby nie rażący błąd w tytule. Ani giełda jako system ani giełda jako budynek emocjom nie ulega. Natomiast trudno mieć pretensje o to, że grający na giełdzie hazardziści kierują się emocjami. Do kogo więc te pretensje należałoby skierować? A może tak do pismaków, którzy te emocje wywołali (Trybuna Ludu dzisiaj woła dramatycznie na pierwszej stronie: „Polacy nie ruszajcie OFE!!!”)?

 

 

Nowym premierem Australii będzie Tony Abbott. Jego „kontrowersyjność” polega na tym, że otwarcie mówi o tym, co jest oczywistością dla większości ludzi: że walka z globalnym ociepleniem (Globcio) to bzdura. A na dodatek feministki uważają go za swojego wroga.

Jest też za powstrzymaniem fali emigracji i zrównoważeniem budżetu.

Według BBC znaczący wpływ na jego sukces wyborczy miały media Ruperta Murdocha.

Tony Abbott jest liderem partii liberalnej, która wygrała wybory (jego oficjalna strona internetowa: www.tonyabbott.com.au).

 

 

Brytyjski Guardian (równolegle z New York Times i www.ProPublica.org) opublikował kolejne szokujące szczegóły dotyczące inwigilacji internetu przez służby amerykańskie i brytyjskie. Udaje im się podsłuchiwać bezpieczną transmisję, stosowaną np. w kontaktach z bankami i służbami medycznymi! Na szczęście nie oznacza to złamania samego szyfru RSA. Wykorzystano wejście „na trzeciego” na etapie negocjacji parametrów transmisji.

 

Czyli poza zasięgiem służb leży na razie komunikacja, w której klucze są wymieniane poza internetem (tradycyjny home banking) oraz taka, w której część informacji potrzebna do ustalenia szyfrów nie przechodzi przez internet (token).

Najmądrzejsi - bez wątpienia - ludzie, którzy rządzą i komentują, zachowują się dzisiaj jak w dzień po pijaństwie. No bo giełda poszła w górę – pomimo OFE (w języku fachowców mówi się, że „odrwagowała emerytalny zawał”). Agencje ratingowe uznały, że zmiany w OFE są neutralne dla oceny naszej wiarygodności, pomimo że z tego powodu „Polska traci wiarygodność kredytową”. My – naród wychowany w komunistycznej dialektyce – jesteśmy dobrze przygotowani do studiowania ekonomicznych komentarzy.

Skacowany człowiek dzień po tym jak stracił umiar w piciu zazwyczaj opowiada coś o zaletach abstynencji. Fachowcy dzień po tym, jak stracili umiar w komentarzach piszą, że „Wpływ OFE na gospodarkę trudny do oceny”, a nawet pojawia się teza, że zmiany mogą mieć pozytywne skutki. 

Okolicznościowe slajdy pokazują zatroskane miny władców i zwykłych ludzi opuszczających swe domy. Dynamiczna prezentacja makroekonomicznych wskaźników pokazuje, że w zasadzie gospodarka amerykańska pokonała kryzys. Obecnie złych kredytów hipotecznych jest już tylko ¼ maksimum z roku 2011, a bezrobocie spadło względem maksimum z 2010 roku o 20%.

Po obejrzeniu slajdów i prezentacji, czytelnicy WSJ mogą jeszcze wypełnić quiz badający ich wiedzę o kryzysie.

 

Jest jednak jedno intrygujące pytanie, którego nie należy spodziewać się ani w tym quizie, ani w tej gazecie. Jak to się stało, że ekonomiści z taką precyzją opisujący funkcjonowanie gospodarki nie zauważyli nadciągającego kryzysu? Gdzie są alarmistyczne artykuły z lata 2008? Zapomnieli wydrukować?

Podkategorie

Kótkie opisy wydarzeń, które mogą wskazywać na kierunki działań w gospodarce.

Kredyty we frankach